Komercjalizacja wiedzy
Dialog ten ilustruje odmienność punktów widzenia polityka i naukowca. Ten pierwszy na naukę patrzy tylko z perspektywy doraźnych korzyści. Ale uczony okazał się nie tylko genialnym fizykiem, lecz także wizjonerem, bowiem przewidział nadchodzący okres komercjalizacji wiedzy. Choć na praktyczne wykorzystanie eksperymentu Faraday’a w postaci silnika elektrycznego trzeba było czekać jeszcze jakieś 40 lat, to jednak uczony wyczuł, że rewolucja przemysłowa jaka miała miejsce pod koniec XVIII wieku związana z zastosowaniem maszyny parowej i przechodzeniem warsztatów rzemieślniczych na produkcje fabryczną, stworzy zapotrzebowanie na wynalazki dokonywane przez uczonych.
Intuicja nie zawiodła Faraday’a. Wielkoprzemysłowa produkcja masowa nadała tempa zapotrzebowaniu na innowacje. A to prowadziło do komercjalizacji wiedzy rodzącej się w gabinetach uczonych. To może nie brzmi romantycznie, ale właśnie komercjalizacja wiedzy, czyli brutalnie mówiąc chęć zysków, napędzała rozwój techniki w ciągu ostatnich 200 lat, stwarzając materialny fundament powstającej cywilizacji przemysłowej. Jednocześnie wiedza uczonych stawała się towarem który można było kupować na rynku. A nauka i powstająca wiedza zyskiwały wszelkie zalety i wady towaru.
Kamieniem milowym na tej drodze była II Wojna Światowa, bowiem zwycięzcy osiągnęli sukces w dużej mierze dzięki zastosowaniu osiągnięć nauki. Niechaj radar i reakcja jądrowa będą tu przykładem. I to sprawiło, że nie tylko korporacje przemysłowe, lecz także rządy państw zaczęły inwestować w naukę. Takim symbolicznym faktem było powołanie w 1950 roku amerykańskiej National Science Foundation, która pełniła – i nadal pełni – rolę swoistego ministerstwa nauki Stanów Zjednoczonych.
I to sprawiło, że do nauki zaczęły szerokim strumieniem płynąć pieniądze. Dziś na badania naukowe corocznie wydaje się na świecie ponad 600 miliardów dolarów, z czego aż 2/3 pochodzi z kas przedsiębiorstw, a 1/3 z budżetu państw. (W Polsce proporcje są niestety odwrotne, ale to jest odrębny temat.) Lawinowo wzrastało też zatrudnienie w obszarze badań naukowych. W Polsce przed II Wojną Światową badaniami zajmowało się jakieś 3000 osób. Dziś naukowców jest około 100000, czyli ponad trzydzieści razy więcej. A w innych krajach rozwiniętych proporcje są podobne.
Te gigantyczne środki to skutek komercjalizacji wiedzy tworzonej przez tą armię naukowców. A skuteczna komercjalizacja wymaga spełnienia trzech zasadniczych warunków:
• Po pierwsze, istnienia (lub przewidywania) zapotrzebowania na nowe pomysły, czyli jak dziś mówimy na innowacje.
• Po drugie, wystarczającego otoczenia technologicznego umożliwiającego zastosowanie praktyczne pomysłu.
• Po trzecie, skutecznej więzi między uczonym tworzącym innowację, a producentem wprowadzającym ją na rynek.
Wynalazek Faraday'a, czy też nawet późniejszy o piętnastolecie model silnika Jakobiego zostały zastosowane w praktyce dopiero wówczas, gdy w 1867 roku Werner Siemens, naukowiec i biznesmen, buduje prądnicę i w swej fabryce wykorzystuję ideę elektromagnetyzmu do budowy silników elektrycznych. Bowiem warunkiem koniecznym komercjalizacji tego wynalazku było ścisłe powiązanie myśli uczonego z potencjałem technologicznym i produkcyjnym zakładu przemysłowego.
Kiedy bierze się do ręki opasły tom historii techniki, która czy nam się to podoba, czy nie, stworzyła materialną podstawę ludzkiej cywilizacji, to uderza jeden fakt. Dziesięć tysiącleci, od człowieka jaskiniowego do połowy XVIII stulecia, zajmuje tylko 20% objętości. Reszta to lawinowy rozwój w ostatnich 200 latach napędzany komercjalizacją wiedzy. Jesteśmy nie tylko świadkami tego procesu, ale też jego beneficjentami. Bowiem choć niekiedy przeraża nas to przyspieszenie, to jednak właśnie dzięki niemu średnia życia współczesnego człowieka jest ponad dwukrotnie dłuższa, niż było to w dniach, gdy Michael Faraday rozmawiał z Premierem.





W trakcie lektury przypomniały mi się zalecenia Thomasa'a Friedmana'a, który radzi państwom (w szczególności USA) aby w jak największym stopniu promowały rozwój nauk ścisłych i technicznych dla zapewnienia dobrobytu kraju.
W tej chwili w Polsce młodzi ludzie jako kierunki studiów najchętniej wybierają te, które w krótkiej perspektywie mają zapewnić im wysoką pensję - czyli najczęściej Zarządzanie i Marketing. Wybór fizyki lub chemi budzi olbrzymie zdumienie i rady, aby to jeszcze przemyśleć albo jak najszybciej uciekać do biznesu i zająć się zarabianiem pieniędzy.
Czy mamy szansę zastosować się do powyższych zaleceń i oprzeć rozwój kraju czy gospodarki na wiedzy ludzi? Pamiętajmy, żę dzisiaj większość maturzystów naukę fizyki czy biologi wspomina jako przedmioty, o których jak najszybciej chcę zapomnieć. Jakie kroki można lub należy poczynić aby zmienić tą sytuację?
Zgadzam sie, że to interes państwa, aby młodzi naukowcy zostawali w kraju, ale jeśli nie stworzy się odpowiednich narzędzi (najlepiej podatkowych) do tego, żeby prywaciarzowi opłacało się robić badania, trudno będzie dorobić się dużej liczby ośrodków naukowych.