RSSTwitterFacebook

Społeczna rola nauki

Andrzej Wiszniewski
2008-04-21
A może trzeba postawić brutalne pytanie: czy nauka potrzebna jest społeczeństwu? Albo też czy to, co tworzą naukowcy, warte jest tych społecznych pieniędzy, jakie na naukę są przeznaczane? A są to niemałe kwoty. W Polsce z budżetu państwa (czyli z naszych podatków) na badania naukowe przeznacza się około 0,37% produktu krajowego brutto, czyli rocznie każdy statystyczny Polak, także osesek i pensjonariusz domu starców, płaci średnio około 100 zł.

Nie jest to wiele, jeśli porównywać Polskę ze Stanami Zjednoczonymi czy z Niemcami, gdzie na głowę mieszkańca przypada kwota ok. 400 dolarów, ale tak czy inaczej podatnik nie tylko Amerykański i Niemiecki, ale także Polski mają prawo zapytać, co dostają za te pieniądze. Czyli jaka jest społeczna rola nauki i jak nauka w danym kraju tę rolę wypełnia.

Uważam, że społeczna rola nauki posiada cztery warstwy, którymi są:
• Tworzenie nowej wiedzy, czyli poznawanie wzajemnych związków przyczynowo skutkowych, pomiędzy zjawiskami, zdarzeniami lub ideami.
• Edukacja, czyli przekazywanie społeczeństwu wiedzy oraz szerzenie prawdy naukowej.
• Innowacyjność, czyli tworzenie nowych rozwiązań technicznych, organizacyjnych czy produkcyjnych.
• Prestiż, jaki przynoszą państwom najwybitniejsze osiągnięcia naukowe.
Polska nauka wypełnia swą poczwórną rolę w sposób nierównomierny, przy czym trzeba przyznać, że wszelkie próby ilościowej oceny, czyli tzw. naukometria, są dość zawodne. Ale spróbujmy z góry zastrzegając się, że wszelkie wskaźniki mogą być podważone, szczególnie przy pomocy przykładów świadczących o czymś przeciwnym.

Nowa wiedza tworzona przez polskich badaczy (a jest ich niemało, bo około 80 tysięcy), zawarta jest w publikacjach, z których najwyżej cenione są te, które wydrukowano w czasopismach z tzw. „listy filadelfijskiej”. Takich artykułów polscy uczeni publikują rocznie około 10 tysięcy, czyli mniej – więcej 250 na milion mieszkańców. To jakieś 2,5 – 3 razy mniej niż w bogatych państwach Europy Zachodniej, czy USA, co przy uwzględnieniu niskich nakładów na krajową naukę nie jest wcale takim złym wynikiem. Tak więc jeśli idzie o tworzenie nowej wiedzy, polskiej nauce należy się dość dobra ocena.

Edukacyjne osiągnięcia polskich naukowców są wręcz imponujące. W ciągu 17 lat liczba studentów wyższych uczelni wzrosła pięciokrotnie, i przekroczyła 2 miliony, czyli 57 tysięcy na milion mieszkańców. Jest to wynik lepszy niż w większości krajów Europy Zachodniej, bowiem blisko połowa młodych Polaków w wieku 18 – 24 lata to studenci. A chociaż nakłady na statystycznego studenta są parokrotnie mniejsze niż w państwach Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej, poziom kształcenia jest porównywalny. Biorąc pod uwagę fakt, że w minionym dwudziestoleciu liczba nauczycieli akademickich wzrosła nieznacznie, wyniki osiągnięte przez polskie wyższe uczelnie można uznać za swoisty cud rozwojowy, a polskim uczonym wystawić najwyższą ocenę.

Piętą achillesową polskiej nauki jest innowacyjność, której miarą – choć niedoskonałą – jest liczba patentów w europejskim, amerykańskim lub japońskim biurze patentowym. Według oficjalnych statystyk Polacy patentują w Europejskim Urzędzie Patentowym około 3 – 4 wynalazki na milion mieszkańców, czyli jakieś 30 razy mniej niż średnia wyliczona dla 27 państw Unii Europejskiej. To jest bardzo pesymistyczny obraz, ale należy doń podchodzić ostrożnie. Bowiem bardzo wiele patentów które rodzą się w pracowniach polskich uczonych patentuje się poprzez zagraniczne koncerny i w ten sposób umykają one statystyce. Albo raczej zapisywane są na konto innego kraju. Zapewne tedy innowacyjność polskiej nauki jest znacznie wyższa, niż by to wynikało z przedstawionych wyżej liczb, ale też jest niższa niż można by sobie życzyć. I polski podatnik ma prawo wytknąć to krajowym naukowcom a jeszcze bardziej tym, którzy odpowiadają za skuteczny transfer technologii z pracowni uczonych do życia gospodarczego.

Wreszcie sprawa prestiżu, za którym wszyscy tęsknimy. Marzy nam się wielki sukces polskiego badacza w postaci nagrody Nobla, bowiem to jest wyróżnienie najwyższej próby. Jednak przy ograniczonych możliwościach laboratoryjno sprzętowych w polskich instytucjach naukowych prawdopodobieństwo takiego sukcesu nie jest zbyt duże. Dlatego tak pragniemy lokalizacji w Polsce Europejskiego Instytutu Technologicznego, bowiem może tam powstały by warunki w których mógłby wyrosnąć polski naukowy noblista.

Czy zatem polska nauka jest warta tych skądinąd niewielkich pieniędzy, jakie na nią łoży podatnik poprzez budżet państwa? Jestem przekonany, że jest warta o wiele więcej. Bowiem dzięki niej w naszym kraju wyrosły rzesze znakomicie wykształconych i jednocześnie pełnych energii i przedsiębiorczości młodych ludzi. I jeśli przyjąć definicje, że ekonomię opartą na wiedzy tworzy triada: nauka, edukacja, innowacyjność, to można z najwyższym optymizmem patrzeć w gospodarczą przyszłość Polski.

Wydrukuj artykułPDF
E-mail
Hasło
Zarejestruj się
Copyrights © Polish Market 2007
Powered by G-point.biz